Aktualności

Przysięga na Pismo Święte miała uchronić przed utratą pieniędzy

Data publikacji 13.02.2026

Oszuści podszywający się pod policjantów i prokuratora przekonali mieszkankę Siedlec, że bierze udział w tajnej operacji przeciwko przestępcom. Aby „akcja” się powiodła, kazali jej przysiąc na Pismo Święte, że zachowa wszystko w tajemnicy i nikomu o tym nie powie. Przez kilka miesięcy kobieta wykonywała ich polecenia, tracąc ponad 150 tysięcy złotych.

Do seniorki z Siedlec zadzwonił mężczyzna podający się za funkcjonariusza Policji. Twierdził, że jej dane znalazły się w rękach przestępców, którzy planują włamanie na jej konto. Chwilę później w rozmowie pojawiła się osoba przedstawiająca się jako prokurator. Kobiecie przekazano, że trwa tajna akcja wymierzona w grupę oszukującą osoby starsze i że może pomóc w zatrzymaniu sprawców.

Warunek był jeden - pełna tajemnica. Seniorka usłyszała, że nikomu nie wolno jej mówić o sprawie, nawet rodzinie czy pracownikom banku. W pewnym momencie miała nawet przyrzec na Pismo Święte, że zachowa wszystko w sekrecie i „zabierze tę wiedzę do grobu”. To dodatkowo utwierdziło ją w przekonaniu, że uczestniczy w poważnej operacji policyjnej.

Od lutego do kwietnia 2025 roku kobieta wykonywała kolejne instrukcje. Wypłacała oszczędności z banków, wpłacała gotówkę we wpłatomatach i przelewała pieniądze na wskazane rachunki. Oszuści tłumaczyli, że środki muszą zostać „zabezpieczone” jako dowód w sprawie albo przelane na specjalne, kontrolowane przez Policję konto.

W trakcie rozmów telefonicznych była instruowana krok po kroku gdzie ma iść, co powiedzieć w banku, jaki tytuł wpłaty wpisać. Zdarzało się, że w pobliżu bankomatów pojawiali się nieznani jej mężczyźni, którzy „pomagali” przy wpłatach.

W pewnym momencie polecono jej również sprzedać posiadaną biżuterię i przekazać uzyskane pieniądze na potrzeby rzekomej akcji. Łącznie kobieta przelała i wpłaciła oszustom kwotę przekraczającą 150 tysięcy złotych.

Seniorka mieszka sama. Nikomu nie powiedziała o całej sytuacji, bo jak przyznała czuła się zobowiązana do dochowania tajemnicy. Dopiero w maju lub czerwcu zaczęła nabierać wątpliwości i zrozumiała, że mogła paść ofiarą przestępstwa. Sprawa została zgłoszona organom ścigania. 

To kolejny przypadek oszustwa „na policjanta” lub „na prokuratora”. Przestępcy wykorzystują strach, presję czasu i autorytet służb. Często nakazują zachowanie tajemnicy, izolują ofiarę od bliskich i krok po kroku przejmują kontrolę nad jej decyzjami.

Policja przypomina - funkcjonariusze nigdy nie proszą o przekazywanie pieniędzy ani wypłacanie gotówki.

W przypadku podejrzanego telefonu należy natychmiast się rozłączyć i samodzielnie zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub do najbliższej jednostki Policji.

Ta historia pokazuje, że ofiarą może paść każdy, zwłaszcza osoba działająca w dobrej wierze i przekonana, że pomaga służbom.

(KWP w Radomiu / mw)

Powrót na górę strony